Wpisy oznaczone ‘Solaris’


Wydawnictwo to przedsiębiorstwo. Nie jest to jakimś wielkim odkryciem w sumie. Książka to produkt jak każdy inny, wytwarzany i sprzedawany na rynku. Jeśli wydawnictwo traktuje ten proces poważnie – takie które o tym zapomina długo na rynku nie przebywa – stawia przed sobą cele, określa strategię ich wykonania, a następnie samo przed sobą się z wykonywanych założeń rozlicza. Wydawcy szukają nowych rozwiązań w: dystrybucji, promocji, ofercie. Zazwyczaj cechuje ich elastyczność i starają się do potrzeb rynku, czyli czytelników jak najlepiej dostosować. To daje większą szansę na końcowy sukces – zysk.

(więcej…)

FizjonomikaNew weird, czyli termin ukuty przez Chinę Mieville’la, a prekursorem którego miał być M. John Harrison, jest bardzo eksploatowany w przeciągu ostatnich dwóch lat w naszym kraju nad Wisłą. Coraz większą ilość książek wydawcy starają się podciągnąć pod ten szczególny rodzaj fantastyki. Czy istnieje czy też nie, spiera się wielu znawców, i jeszcze więcej czytelników. Solaris jakiś czas temu zaczął wydawać autorów, których można by zaliczyć do tego nurtu w literaturze fantastycznej. Wśród wydanych autorów znalazł się Jeffrey Ford i jego “Fizjonomika”, która na zachodzie została przyjęta wręcz entuzjastycznie, przyniosła mu Word Fantasy Award, a była jego debiutancką powieścią. U nas została wydana po 10 latach od premiery w USA.

Continue reading “Fizjonomika” – Jeffrey Ford

Telepatia, pierwsze wzmianki o niej pochodzą z Biblii jest rzeczą, która intryguje ludzi od pokoleń. A czym ona jest? Za Wikipedią: Telepatia – rzekoma forma percepcji pozazmysłowej, umiejętność emisji własnych myśli i odczuwania myśli innych osób. U Alfreda Bestera, w jego powieści „Człowiek do przeróbki” duża część populacji ludzkiej to telepaci zwani też esperami. Mogłoby się wydawać, że w takim społeczeństwie nie ma nieporozumień, wszyscy wszystko wiedzą, nie występują konflikty. Czy aby na pewno?

Mamy XXIV wiek. Władza nad Układem Słonecznym należy do wielkich korporacji, jedną z nich jest Monarch należąca do Bena Reicha. Bena poznajemy w ciężkim dla nim okresie, nawiedzają go koszmary z Człowiekiem bez Twarzy, a kiedy jego firma przeżywa kryzys spowodowany przez kartel niejakiego D’Courtneya. Reich nie może pogodzić się z utratą przewagi na rynku i postanawia zlikwidować rywala. No ale jak to zrobić gdy na każdym kroku napotyka się telepatów, którzy odbierają twoje myśli równie łatwo jak normalny człowiek słucha radia? Każda niepożądana myśl, każdy zły zamiar jest odczytywany jako groźba dla całego społeczeństwa i człowiek złapany na brudnych myślach wędruje do Przeróbki.

(więcej…)

Język towarzyszy ludziom od zarania dziejów. Pozwala się komunikować, wyrażać myśli, nauczać nowe pokolenia tego co sami już wiemy. Niby rzecz nad której istnieniem rzadko się zastanawiamy, bierzemy go jako pewnik i element naszego życia. Kto by chciał pisać o języku powieść, powieść science fiction i to przeszło 40 lat temu? Znalazł się jeden taki pisarz imieniem Samuel R. Delany, a jego powieść do „Babel-17”.

W przestrzeni kosmicznej od lat toczy się wojna. Sojusz i Najeźdźcy to dwie strony konfliktu. „Babel-17” to nazwa języka, którym w kosmosie posługują się Najeźdźcy sabotując strategiczne miejsca dla Sojuszu. Do rozszyfrowania tego języka zatrudniona zostaje Rydra Wong, światowej – czy też biorą pod uwagę rozprzestrzenienie się człowieka we wszechświecie, galaktycznej sławy poetka. Rydra oprócz tego, że jest poetką, jest także świetną lingwistką oraz nadzwyczaj zdolną pani kapitan statku kosmicznego. Wspierana przez wojsko kompletuje załogę i wyrusza w przestrzeń aby rozwiązać problem jaki trapi Sojusz. Fabuła prosta jak przysłowiowa budowa cepa, co nie?

(więcej…)

„Miasto szaleńców i świętych” ukazało się jakiś czas temu wydane przez Solaris i promowane hasłem new weird. Jeff VanderMeer stworzył na potrzeby swojej twórczości nowy świat i wielkie wspaniałe miasto położone wzdłuż Bulwaru Albumuth – Ambergris. Nowe, dziwne nazwy czasami odstraszają czytelników, a czasami intrygują. W tym wypadku ciężko stwierdzić na pierwszy rzut oka co VanderMeer chciał przekazać konstruując swój świat. Zbiór zaczyna się od wstępu Michaela Moorcoka, który potraktować można jako ciekawostkę. Ta prawdziwa treść zaczyna się opowiadaniem już autorstwa Jeffa VanderMeera pod tytułem „Zakochany Dradin”

„Zakochany Dradin” jest opowiadaniem o kapłanie, który po powrocie z misji i zakochuje się w „kobiecie z okna”. Miłość od pierwszego wejrzenia, marzenia, rozmyślanie o wybrance serca, próba dotarcia do niej i jej zdobycia. Niby nic oryginalnego, ale napisane jest to bardzo umiejętnie. Fabuła zawiła nie jest, ale podczas historii autor odkrywa przed czytelnikiem aspekty życia i kultury Ambergris. Mamy pierwsze spotkania z grzybianami czy też opis Festiwalu Słodkowodnych Kałamarnic. U VanderMeera nie znajdziemy wielu dialogów, czy też oszołamiającej akcji, dużo jest za to opisów miejsc i osób, historia jest snuta powoli, bez pośpiechu, a obraz tworzący się w głowie czytelnika jest naprawdę oryginalny i ciekawy. Jednego autorowi zarzucić nie można, tego że nie posiada wyobraźni. Posiada ją i to bardzo nietuzinkową.

(więcej…)

Książki łatwego życia nie mają, co rusz znajdą się tacy co chcą je palić. Czy to fanatycy religijni, obrońcy moralności, czy w końcu wielcy, którzy lepiej wiedzą co maluczkim do życia jest potrzebne niż oni sami. Ray Bradbury pisał swojego „Fahrenheita” z myślą o totalitaryzmie, ale pewnie nie zdawał sobie sprawy, że po 50 latach jego książka nawet po upadku większości reżimów będzie jeszcze bardziej aktualna niż na tuż po premierze.

„451 stopni Fahrenheita” jest historią strażaka, prawdziwego strażaka, którego nazwa zawodu wreszcie adekwatna jest do wykonywanych czynności. Straż pożarna zajmuje się paleniem, a nie gaszeniem, paleniem książek. Główny bohater to Guy i wznieca pożary już parę lat, czuje się z tym bardzo dobrze, aż do momentu spotkania pewnej dziewczyny która zadaje niewygodne pytania i pokazuje mu świat jakiego Guy wcześniej nie dostrzegał, wtedy on zaczyna mieć wątpliwości. Społeczeństwo w książce Bradbury’ego pokazane jest jako dążące do szczęścia i uciech, niczego mu nie brakuje – mają jedzenie, rozrywkę, spokój i bezpieczeństwo. Niby wszystko jest takie piękne, ale jednak czy to co jedni nazywają „szczęściem” jest nim rzeczywiście? Ludzie pozbawieni są wysokiej kultury, mają tylko telewizję i różnego typu programy rozrywkowe, spędzają przed ekranem całe dnie oglądając ogłupiające show. Książki uważane są za niepotrzebne, zbędne, a nawet obwinia się je, że powodują nietolerancję, krzywdę i konflikty. Tylko czemu są wciąż ludzie, którzy chcą je czytać i to nawet za cenę własnego życia?

(więcej…)

Społeczność, która nie potrafi albo nie chce sobie uświadomić, jak znikomą zajmuje część wszechświata, nie jest tak naprawdę cywilizowana.

Ile to już mieliśmy wizji statków kosmicznych i ich podróży. W Star Treku było wszystko, od mostka kapitańskiego po kawiarnię. W Gwiezdnych Wojnach za to statki poruszały się z niezwykłą prędkością po całej galaktyce i służyły raczej za prosty środek transportu. U Janusza Zajdla w „Całej prawdzie o planecie Ksi” statek to jeden wielki hotel, służący do przewozu osadników, którzy mają zasiedlić nową planetę. Podobnie rzecz miała się początkowo z statkiem kosmicznym u Briana Aldissa, w jego powieści „Non stop”.

Oczywiście Brian Aldiss i „Non stop” to już klasyka, która powstała wiele lat wcześniej niż wyżej wymienione utwory. Autor stworzył niezwykle oryginalną powieść, pomysł powieści powala biorąc pod uwagę to, że napisana została w roku 1958.

(więcej…)

Robert A. Heinlein uznawany jest za klasyka literatury science fiction. Jego powieści zalicza się do kanonu fantastyki naukowej: „Obcy w obcym kraju” czy „Żołnierze kosmosu” to najbardziej znane jego utwory. Tak samo jest z książką „Władcy marionetek”.

Wydana przed ponad pięćdziesięciu laty powieść mówi o inwazji obcych na Ziemię, jest wizją swoistej zagłady ludzkości, która zdarza się z dnia na dzień w największym mocarstwie świata, w Stanach Zjednoczonych. Od tego należałoby zacząć, na terytorium USA ląduje statek kosmiczny. Organizacja zwana Sekcją wyrusza aby zbadać ów obiekt i znajduję przedziwne stworzenie, naszego gościa z kosmosu. Wszystko by było cudownie, tylko że ten gość wcale przyjacielsko nastawiony nie jest i przyleciał ze swoimi pobratymcami aby przejąć kontrolę nad ludzkością. Brzmi to trochę mało oryginalnie, ale zwróćmy uwagę, że książka ma swoje lata i nie jeden autor czy to książki czy filmu na Robercie Heinleinie się wzorował, nie mówiąc o samych ekranizacjach tej powieści. (więcej…)

Przyszedł czas na podsumowanie roku 2007. Jaki był ten rok i jakie mam odczucia związane z wydawnictwami? Ano więc właśnie rok 2007 był… ubogi. Był to rok kapitalnych wznowień, ale to ciągle są wznowienia i nie mamy nowości żadnych, które mogłyby wstrząsnąć czytelnikami. (więcej…)