Zaginiona Biblioteka

Fantastyczny zamtuz - Urban fantasy

Toudisław - 2008-06-27, 07:49
: Temat postu: Urban fantasy
Cytat:
Urban fantasy, podgatunek literatury fantasy, którego akcja rozgrywa się w realiach wielkomiejskich. Specyficzny klimat utworów utrzymanych w tym gatunku jest spowodowany przez pozorną sprzeczność współistniejących tu magii i techniki.

Pionierami gatunku, w latach 80., byli: Charles de Lint, Emma Bull czy John Crowley.


AS napisał/a:
Urban fantasy (wymawia się "erben"), to jeden z subgatunków naszego ulubionego, jakże bogatego gatunku literackiego. Mianem urban fantasy określamy utwory utrzymane w poetyce pikarejsko-wielkomiejskich ballad, krzyżujące i godzące atmosfery kryminałów Chandlera z tymi rodem z West Side Story i z tymi z Pulp Fiction, tymi z ballad Leonarda Cohena i Stinga z tymi z tekstów i muzyki Marka Knopflera, Kurta Cobaina i Sida Viciousa. Utwory, w których magia wśród kwadrofonicznego łomotu rock and rolla i ryku Harleyów wkracza do betonowo-asfaltowo-neonowej dżungli naszych miast. Magia wkracza. Wraz z nią wkraczają mieszkańcy magicznych krain. Najczęściej po to, by cholernie narozrabiać.


Do tego gatunku można zaliczyć: Małe, duże Johna Crowleya, Nigdziebądź i Amerykańskich bogów Neila Gaimana, Krainę chichów Jonathana Carrolla, Datę ważności Tima Powersa, Głupca na wzgórzu Matta Ruffa czy Serię o patrolach, (Brudnopis?) Siergieja Łukjanienko.
Renegata i Nocarza Magdaleny Kozak, Dom Wschodzącego słońca Aleksandry Janusz, Popiół i Kurz Grzędowicza.
Gatunek czasem ociera się o New Weird. Tak Wieki Światła można by zapisać do jednego i drugiego gatunku.

Czy wy znacie ten gatunek? Podoba się wam taka mieszanka magii i współczesności? A może drażni?
Romulus - 2008-06-27, 07:55
:
Polskiej urban fantasy nie znam. A z zagranicznej Emma Bull i jej Wojna O Dąb oraz Neil Gaiman Nigdziebądź to chyba dwie najważniejsze pozycje, które mogę wymienić. Ubogo dosyć. A i sam gatunek, poza w/w jakoś mi specjalnie do gustu nie przypadł. To znaczy nie spotkałem niczego, co by mogło mnie ustawić w jakiejś wyraźniejszej pozycji :) Po Crowleyu dużo sobie obiecuję...
Liv - 2008-06-27, 08:37
:
Raczej new weird ociera się o urban fantasy ...
Uwielbiam ten podgatunek fantastyki, przez co z zamiłowaniem ściągam najróżniejsze ebooki z sieci - niestety ilość wydawanych książek w Polsce (urban fantasy) jest dość skąpa :-? .
Beata - 2008-06-27, 08:52
:
Właśnie zaczęłam lekturę książki Crowley'a. Mam za sobą zaledwie parę stron, więc brak mi podstaw do dokonywania ocen. Ale jednej rzeczy nie wiedziałam - że urban fantasy czytam... Bo jeśli książka mi się spodoba - to za fankę urbanistycznej fantasy robić będę? Niech tam, wszystko mi jedno, ale czemu nazwa taka jakaś... mało wdzięczna... Ech, życie... :(
Dhuaine - 2008-06-30, 20:06
:
Toudisław napisał/a:
Tak Wieki Światła można by zapisać do jednego i drugiego gatunku.

Serio? O_o Myślałam, że urban fantasy po prostu dzieje się we współczesnym mieście i bliżej jej do horroru niż rozlazłego, usypiającego stylu "Wieków światła". xD

Przepadam za dobrze napisaną urban fantasy. Co to oznacza - nie wystarczy po prostu wrzucić elfów do Londynu, trzeba też wpleść ich tam tak, żeby pasowali. Dużo kiepskiej fantasy wygląda jak sklejenie dwóch elementów, realistycznego i fantastycznego. Czyta się to nieciekawie...
Imo mistrzem gatunku jest Neil Gaiman. ^^

Niestety, nie czytałam dużo urban fantasy... Nie wiem, czy ten gatunek jest mało popularny, czy po prostu nie dociera do nas z Zachodu.
Do listy dorzućcie Tanyę Huff z "Bramą mroku, kręgiem światła".
Toudisław - 2008-06-30, 20:39
:
Dhuaine napisał/a:
Serio? O_o Myślałam, że urban fantasy po prostu dzieje się we współczesnym mieście i bliżej jej do horroru niż rozlazłego, usypiającego stylu "Wieków światła". xD

Może i tak. Ale dla mnie to kontrast Technika -Magia jest tu najistotniejszy. Ale może faktycznie. //mysli
Liv napisał/a:
Raczej new weird ociera się o urban fantasy ...

Powiedzmy, że mają cechy wspólne. Bo to jednak nie co inne gatunki

Po zastanowieniu myślę, że można by tu jeszcze dodać Zakon Krańca Świata Kosakowskiej i księgę jesiennych demonów Grzędowicza. To tak z naszego podwórka.

Gatunek dość fajny. Dla mnie wzorcem są patrole Łukjanienki. Ale Brudnopis czy Jesienne wizyty też podchodzą pod ten gatunek.
Nigdziebądz też jest pozycją sztandarową. Mamy magię i niezapomniany klimat Londynu.
Moj własny diabeł też mimo cech Hororou i powieści detektywistycznej jest dla mnie właśnie Urban Fantasy.

Gatunek ma przyszłość czy nie ?
Tigana - 2008-06-30, 21:41
:
Toudisław napisał/a:
Po zastanowieniu myślę, że można by tu jeszcze dodać Zakon Krańca Świata Kosakowskiej i księgę jesiennych demonów Grzędowicza. To tak z naszego podwórka.

Nie zgadzam się w obu wypadkach. Kossakowska to raczej s-f z elementami magii, a Grzędowicz pisze opowiadania grozy. To samo z Kozak - to nie jest urban fantasy, a raczej horror. Jeśli już to Mirosława Sędzikowska i jej "Dom wiedźmy ze Wzgórza", ewentualnie "wiedźma.com.pl" Białołęckiej.
Z klasyki warto tu przywołać Mike'a Resnicka i jego "Wizytę jednorożca". "Małe duże Crowleya, "Las Mythago" Holdstocka. Sapkowski dorzuca także serię o Potterze, ale moim zdaniem to przesada.
AM - 2008-06-30, 22:07
:
Nie przejmowałbym się za bardzo nalepkami "urban fantasy", "new weird" itp.... ponieważ są tworami sztucznymi, ale jeśli już musimy, łatwiej będzie to zrobić na podstawie cech utworów przynależnych do gatunków, niż bardzo pojemnych definicji, do których pasuje niemal wszystko...

Urban fantasy
Akcja większości wczesnych utworów, tworzonych przez sztandarowych autorów nurtu (Bull, De Linta itp.) toczy się we współczesnym świecie (chociaż nie jest to wymóg), w którym występują elementy magiczne, nadprzyrodzone, mitologiczne (jednym z koników autorów urban fantasy jest mitologia celtycka wykorzystywana przy niemal każdej okazji). Wydaje się, że głównym celem "urbanowców" było przeniesienie settingu fantasy ze średniowiecza do bardziej współczesnych realiów. I na tym właściwie formuła się wyczerpała, a autorzy spoczęli na laurach. Nie powstały żadne książki, które przejdą do historii fantastyki, a sam gatunek służy głównie dostarczaniu miłych czytadełek miłośnikom dziejącego się współcześnie fantasy... W ostatnich latach urban fantasy zaczęło powoli zatracać tożsamość za sprawą paranormal romance i właściwie dzisiaj trudno powiedzieć, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.

Mimo że Crowley wymieniany jest, jako jeden z pionierów gatunku, jego związek z tym, co powstało później w tym nurcie ogranicza się tylko do cech definicyjnych, a nie pokrewieństwa duchowego czy artystycznego. Podobnie jest z Gaimanem, który tworząc Nigdziebądź nie zdawał sobie sprawy z tego, że istnieje coś takiego jak urban fantasy.

New weird
Mimo ze teoretycznie mogłoby wejść w skład urban fantasy, dzieła sztandarowych autorów (Mieville'a, MacLeoda, Harrrisona, Duncana, Forda czy VanderMeera), to zupełnie inna bajka. Pisarze ci czerpią pełnymi garściami ze wszystkich tradycji literackich (także pozafantastycznych) i tworzą na styku gatunków, zrywając wszelkie ograniczenia, okowy, poruszając się po różnych stylistykach, konwencjach, klimatach. To wszystko w jednym celu, aby wytyczać nowe kierunki rozwoju literatury fantastycznej, kontestować utarte schematy itd... W przypadku new weird trudno o jednorodność, wspólne jest tylko to, że nie istnieją wspólne cechy... W porównaniu do urban fantasy (co nie znaczy, że Urban fantasy nie mogłaby być równie wyrafinowane, piszę tylko o stanie faktycznym) jest to literatura bardziej wyrafinowana, wymagająca i wysmakowana, chociaż już widać pierwsze „komercyjne” książki w tym nurcie.

Zabawne jest to, że wielu z nich (mówił mi o tym i MacLeod i Duncan) nie czuje żadnego związku z nurtem fantasy.

Myślę, że zarówno rola Urban fantasy, jak i New weird się skończyła, oba dały jakiś tam impuls gatunkowi fantastycznemu, odegrały swoją rolę w jego rozwoju, pokazały pewne możliwości. Dzięki nim zyskaliśmy kilku nowych, doskonałych autorów i to wszystko. Teraz ich dokonania zostaną wykorzystane przez innych i przełożone na język przeciętnego miłośnika Goodkinda i Jordana ;)
Liv - 2008-06-30, 22:34
:
Toudi, dlaczego ciągle chcesz dzielić i dzielić na gatunki i ggaatunki? O.o
Nie rozumiem tego ...

Poza tym urban fantasy istnieje od lat ...
Dhuaine - 2008-06-30, 23:50
:
Dzielenie na gatunki jest fajne! :P Można sobie poanalizować książki, porównać je pod względem settingu itp. Patrzenie na każdą książkę oddzielnie męczy - i w ten sposób strasznie trudno jest wytłumaczyć innym, co się lubi bądź czego się nie lubi. Gatunki dają punkt zaczepienia w wielu dyskusjach.

Żal mi trochę urban fantasy... Trzeba przyznać, że oprócz niewielu, na palcach ręki liczonych dzieł, nie jest to literatura ambitna. A szkoda - wykreowanie świata niemalże równoległego do naszego, z magią istniejącą równolegle z naszą techniką i przy tym zgrywającą się z naszą dotychczasową historią, wydaje się być zadaniem bardzo trudnym. Udany rezultat z pewnością byłby wart przeczytania.
Beata - 2008-07-03, 22:02
:
Właśnie skończyłam Crowley'a "Małe, duże". Muszę sobie w głowie ułożyć wiele rzeczy (strasznie dużo symboli, analogii, obawiam się, że wielu nie "złapałam"), ale jedno wiem na pewno - bardzo podobał mi się język - plastyczny, bogaty, nasycony. Zdecydowanie książka inna - akcja "dzieje się" głównie w głowach bohaterów i skupia się na drobiazgach, rzeczach małych, choć dla bohaterów niektóre z nich są ogromne.
Toudisław - 2008-07-23, 07:16
:
Tigana napisał/a:
Nie zgadzam się w obu wypadkach. Kossakowska to raczej s-f z elementami magii

A czy jedno wklucza drugie? Mamy przecież świat magii i wielkiego miasta i do tego sferę Magiczną/ Duchową. SF tam nie tak znowu wiele, tylko na zasadzie, że mamy jakąś tam wizję przyszłości.
Tigana napisał/a:
To samo z Kozak - to nie jest urban fantasy, a raczej horror.

Bo IMO te gatunki są dość zbieżne, to zależy, ile mamy elementu grozy i czy autor chciał przestraszyć czytelnika, a u Kozak tego nie zaobserwowałem. Dla mnie to nie jest horror.
Cytat:
Toudi, dlaczego ciągle chcesz dzielić i dzielić na gatunki i gatunki? O.o

A czemu nie?
Elektra - 2008-07-23, 08:04
:
Toudi napisał/a:
A czemu nie?

No ale po co? Tak tylko żeby się nie nudzić? ;)
Toudisław - 2008-07-25, 17:43
:
Elektra napisał/a:
No ale po co? Tak tylko żeby się nie nudzić? ;)

żeby nie stać w miejscu. Po pierwsze dzięki temu łatwiej się znaleźć i łatwiej szukać czegoś podobnego jeżeli mi się spodoba lub omijać jeśli nie. O podział jak najbardziej można się spierać bo przecież każdy ocenia książkę nieco inaczej. Tak jak dla mnie Renegat to Urban dla Tiga to horror.
Elektra - 2008-07-25, 18:41
:
Toudi napisał/a:
żeby nie stać w miejscu.

To ja wolę posiedzieć i poczytać, zamiast się zastanawiać, czy ten gatunek jest bardziej taki czy inny. ;)

A poza tym sam przeczysz swoim słowom. Z jednej strony jak coś jest przypisane do danego gatunku, to możesz przypuszczać, że Ci się spodoba albo nie, a z drugiej strony każdy może oceniać inaczej. Patrz swój przykład. No i na co taki podział? Żeby coś gdzieś przyporządkować jednoznacznie, sam musisz przeczytać i wtedy ciężko to omijać.

A tak w ogóle... nie czytać czegoś tylko dlatego, że ktoś to zakwalifikował do jakiegoś gatunku? Toż całą masę bardzo dobrych książek można przegapić. ;)
Dhuaine - 2008-07-25, 19:16
:
Proponuję odczepić się od tego tematu, bo i tak do niczego nie dojdziemy. Gdyby wszystkie książki były wrzucane do jednego wora "książki", to mało kto by cokolwiek czytał, bo znalezienie czegoś zgodnego z własnym gustem graniczyłoby z cudem. Z tego samego powodu klasyfikuje się filmy w gazetach z programammi telewizyjnymi - przeciwnikom sortowania proponuję wykreślenie wszelkich dodatkowych informacji i orientowanie się tylko po tytułach. Powodzenia >.>
Jak ktoś ma mało czasu, to gatunki naprawdę pomagają. Po prostu jest większe prawdopodobieństwo, że trafi się na interesującą książkę w lubianym przez siebie gatunku, niż w czymś całkowicie innym.

Poza tym wcale nie chodzi o przyporządkowanie jednoznaczne. Urban fantasy i horror są sobie pokrewne; tak samo książkę można orientacyjnie zaliczyć do grupy gatunków. Nikt chyba nie powie, że "Wieki światła" to przygodowa książka akcji. Dzięki gatunkom wiadomo, czego się można po książce spodziewać.

Jeśli zaś ktoś wyznaje tylko i wyłącznie eksperymenty i kupowanie w ciemno, to chyba nigdy się nie porozumiemy. --_-
Elektra - 2008-07-25, 20:01
:
Dhuaine napisał/a:
Gdyby wszystkie książki były wrzucane do jednego wora "książki", to mało kto by cokolwiek czytał, bo znalezienie czegoś zgodnego z własnym gustem graniczyłoby z cudem.

No dobra, bardziej chodziło mi o wymyślanie i dzielenie na podgatunki i podpodgatunki.

Dhu napisał/a:
Z tego samego powodu klasyfikuje się filmy w gazetach z programammi
telewizyjnymi - przeciwnikom sortowania proponuję wykreślenie wszelkich dodatkowych informacji i orientowanie się tylko po tytułach. Powodzenia >.>

A czemu tak od razu ze skrajności w skrajność? ;P Zawsze oprócz przydzielenia do gatunku, może poczytać trochę więcej o książce. Nikt nie każe kupować w ciemno.

A w ogóle ja nie mam sprecyzowanego gustu, jeśli chodzi o gatunki. Czy też raczej ciągle mi się zmienia. I ostatnio jestem otwarta na szeroko pojętą sf. Ale i tak liczy się przede wszystkim dobra książka, a nie jej gatunek.


Dobra, już sobie idę z tym offtopem. ; )
Tigana - 2008-07-25, 21:21
:
Dhuaine napisał/a:
Poza tym wcale nie chodzi o przyporządkowanie jednoznaczne. Urban fantasy i horror są sobie pokrewne; tak samo książkę można orientacyjnie zaliczyć do grupy gatunków.

Główna różnica, imo, polega na tym, co chciał osiągnąć autor - czy zależało mu na epatowaniu grozą, strachem, przemocą, czy też bardziej chciał stworzyć magiczny świat obok nas, który nieśmiało puka do drzwi naszej rzeczywistości.
Liv - 2008-07-26, 08:29
:
Tak, tyle że NW jest chwytem reklamowym. Nowy nurt fantasy? Zupełnie bez ograniczeń? Dajcie spokój. Właśnie FANTASTYKA ich nie posiada.
AM - 2008-07-26, 14:36
:
Liv napisał/a:
Tak, tyle że NW jest chwytem reklamowym. Nowy nurt fantasy? Zupełnie bez ograniczeń? Dajcie spokój. Właśnie FANTASTYKA ich nie posiada.


To prawda, że NW jest chwytem reklamowym, ale w nawiązaniu do krótkiej dyskusji o słowie "typowe" w innym wątku (i kilku innych), w świecie pełnym stereotypów i szufladkowania, pozwala trafić z NW do innych odbiorców, na inne półki itp. Bez nalepki NW książki Mieville’a, Duncana czy Bishop trafiłyby na półki z literaturą fantasy, razem z dziełami Jordana, Goodkinda, Martina, czy Eriksona... i przepadłyby z kretesem, ponieważ nie takich rzeczy szukają tam miłośnicy gatunku. NW to fantasy, która nie trafia w gusta ogółu fanów, a podoba się tym, którzy na widok kolorowych okładek z herosami i heroinami dostają palpitacji serca. Tak więc chwyt z New Weird jest jak najbardziej uzasadniony.
Liv - 2008-07-26, 18:28
:
Pewnie, tyle że próbuje nam się wmówić, że NW to całkowicie nowa, dotąd niespotykana forma literatury,a to jeden wielki bullshit. Wymyślono nazwę, potem zaczęto podporządkowywać pod nią już powstałe powieści, które jakoś sobie radziły w dziale fantastyka.
AM - 2008-07-26, 19:12
:
Liv napisał/a:
Pewnie, tyle że próbuje nam się wmówić, że NW to całkowicie nowa, dotąd niespotykana forma literatury,a to jeden wielki bullshit. Wymyślono nazwę, potem zaczęto podporządkowywać pod nią już powstałe powieści, które jakoś sobie radziły w dziale fantastyka.


Ambitniejsza fantasy istniała zawsze; przykładem jest chociażby Małe, Duże Crowley'a. Eksperymenty formalne w fantastyce zaczęły się na dużą skalę w latach sześćdziesiątych w czasach rozkwitu Nowej Fali. Eksperymenty z mieszaniem gatunków też nie są niczym nowym (patrz na przykład Córka żelaznego smoka Swanwicka). Zaręczm też, że wielu pisarzy zaliczanych do nurtu nie czuje z nim żadnego powinowactwa (rozmawiałem na ten temat i z Halem Duncanem i Ianem R. Macleodem). Jedno jest wszakże pewne, pod koniec lat dziewięćdziesiątych i w XXI wieku pojawiło się kilkunastu (bo jest ich niewielu) autorów, którzy przewietrzyli gatunek, autorów, którzy zaczęli burzyć schematy i szukać nowych światów, pomysłów i stylistyk. Tym samym była rewolucja cyberpunkowa na początku lat osiemdziesiątych, czy Nowa Fala w latach sześćdziesiątych. Teraz ten ożywczy powiew (jak to bywało poprzednio) zostanie wchłonięty i przetrawiony przez innych, a po NW zostanie nam kilkunastu bardzo ciekawych autorów (i to chyba jest dla mnie najistotniejsze; VanderMeer, Ford, MacLeod, Bishop, Mieville, Duncan... tyle dobrego w tak krótkim czasie). I to wszystko... aż do kolejnej rewolucji.
Toudisław - 2008-08-08, 15:47
:
Dhuaine napisał/a:
Z tego samego powodu klasyfikuje się filmy w gazetach z programammi telewizyjnymi - przeciwnikom sortowania proponuję wykreślenie wszelkich dodatkowych informacji i orientowanie się tylko po tytułach. Powodzenia >.>

Jak ktoś lubi elfy i wrzucanie pierścienia do wulkanu to chyba UF może sobie darować i po to jest to szufladkowanie. UF to miał być powiew świerzosci i był nim ale że sam się przestał zmieniać czy ewoluować to ten strumyczek wpadł do głównego nurtu i tam mu chyba dobrze. Polacy chyba lubią ten gatunek bo co róż można spotkać opowiadania gdzie w miejskiej rzeczywistości mamy elementy fantastyczne. Świetnie pokazuje to prolog do Księgi jesiennych demonów.
Tigana napisał/a:
Główna różnica, imo, polega na tym, co chciał osiągnąć autor

No z tym się nie mogę nie zgodzić i tutaj jest podstawa naszej różnicy co do tego czy renegat to UF czy Horror
Liv napisał/a:
Właśnie FANTASTYKA ich nie posiada.

Jeżeli sama sobie je narzuca to widać je posiada.Gusta i potrzeby masy czytelników też ją ograniczają. Rynek tworzy zapotrzebowanie
Liv napisał/a:
ymyślono nazwę, potem zaczęto podporządkowywać pod nią już powstałe powieści, które jakoś sobie radziły w dziale fantastyka.

Nazwa powstała już chyba po powstaniu Dworca Perdido wymyślił jaom sam autor który potem się od niej odżegnał
Liv - 2008-08-08, 17:33
:
Jak to je sobie narzuca? Wytłumacz mi to Toudi, bo nie capirsi.

Taaak, tyle że wspomina się o "Duże, małe" jako NW xDDD
Toudisław - 2008-08-08, 18:38
:
Liv napisał/a:
Jak to je sobie narzuca? Wytłumacz mi to Toudi, bo nie capirsi.

Nie ty sobie a sam pisarz. Jak che pisać tylko elfach i krasnoludach to fantastyka traci argument że to gatunek bez ograniczeń
Liv - 2008-08-08, 21:10
:
xDDDDD

Jasneee a że elfy i krasnoludy może umieścić w konwencji urban fantasy, do tego kryminale, świadczy o ograniczeniu :D Toudi, nawet w przypadku elfów i istot im podobnym, można znaleźć oryginalne - dotąd niespotykane, rozwiązania ... dzięki brakowi ograniczeń jakim się cieszy autor.
Toudisław - 2008-09-02, 08:30
:
Liv, Złotko ty moje chyba się nie rozumiemy. Chodzi mi nie o to że Fantastyka jest ograniczona jako gatunek. Tylko o to że Autorzy sami zakładają sobie na ręce kajdany piszą na jedno kopyto czytelnikom się to podoba i już potem nie ma ucieczki bo pisanie inaczej lub o czym innym kończy się słabym nakładem i pustką w garnku autora.
Liv napisał/a:
Taaak, tyle że wspomina się o "Duże, małe" jako NW xDDD

A coś więcej mi ktoś o tym powie //panda
Liv - 2008-09-02, 09:18
:
A ja ci tłumaczę Toudi, że nawet w sztampowym fantasy, można odnaleźć jedną rzecz oryginalną - zupełnie nową.
Ostatnio czytam bardzo dużo urban fantasy gdzie występują zmiennokształtni, vampiry, wróżki etc. etc. 'stworzenia' które są nam całkowicie znane. Jednak w każdej powieści kochaniutki, różnią się czymś od siebie.
red91 - 2008-09-02, 21:43
:
Liv - > mogłabyś podać pozycje o których mówisz? Zwyczajna ludzka ciekawość ;)
Liv - 2008-09-02, 22:23
:
Ilona Andrews
Kelley Armstrong
Clive Barker
Patricia Briggs
Jim Butcher
Mike Carey
Charlaine Harris
Vicki Pettersson
Sergei Łukanienko
Laurell K. Hamilton
C.E. Murphy
Yasmine Galenorn
Rachel Caine

Pogrubiłam nazwiska autorów, których serie mogę z czystym sumieniem polecić jako nie wybitną, ale dobrą literaturę.
Toudisław - 2008-09-03, 17:06
:
red91 napisał/a:
Liv - > mogłabyś podać pozycje o których mówisz? Zwyczajna ludzka ciekawość ;)

Uprzedziłeś moje pytanie.

Liv napisał/a:
Clive Barker

A jaką pozycję konkretnie? Bo ciekawi mnie ten autor, ale jak na razie "Sakramentu" Urban fantasy bym nie nazwał.
Liv napisał/a:
A ja ci tłumaczę Toudi, że nawet w sztampowym fantasy, można odnaleźć jedną rzecz oryginalną - zupełnie nową.

Ale potem podajesz autorów, którzy piszą jednak niesztampowo (no piszą w głównym nurcie, ale czymś się od reszty jednak wyraźnie odróżniają).

A ogólnie poproszę (tu albo na PW) tytuły a nie tylko autorów. ;)
Liv - 2008-09-03, 22:37
:
Jasne, że mogę ci podać tytuły,ale skoro nazwiska ci nic nie mówią to wątpię, żeby cykle pomogły xDDD

Skąd wiesz, że piszą niesztampowo skoro nie czytałeś?xDD Taka dygrysje ...

Otóż sztampa to pewien wzór :
pani detektyw w świecie wampirów i wilkołaków poszukuje tajemniczego morderce i wiadomo, że go odnajdzie koło 300 strony. Pomóż to przez 20 powieści i masz sztampe.
I teraz dowód na to, że autor nie jest ograniczony (zwłaszcza przez samego siebie, jak twierdzisz, co wg. mnie jest czystą głupotą) : pani Andrews w swojej serii Kate Daniels (Magic Bites & Magic Burns oraz Magic Strikes - premiera na początku 2009) przenosi nas do świata gdzie vampiry i zmiennokształtni posiadają swoje jawne 'organizacje' a w Atlancie z niewiadomych (jeszcze) przyczyn co jakiś czas nie działa zasilanie. Miesza magię z technologią.
Z kolei u Karen Chance - choć podobnie jak Andrews jej główni bohaterowie to vampiry i zmiennokształtni - ten drugi świat jest ukryty przed zwykłymi ludźmi. Do tego główna bohaterka może podróżować w czasie i wpływać na wydarzenia.
I znowu u Charlaine Harris w powieściach (na razie 8 tomów, pierwszy został wydany przez Zysk, ale szczerze odradzam ze względu na tłumaczenie. Polecam za to bardzo gorąco serial na podstawie książek - od 7 października na antenie HBO True blood) o Sookie Stackhouse nie dość, że vampiry są częścią społeczeństwa, to mogę w każdym barze, supermarkecie zakupić syntetyczną krew, stworzoną przez Japończyków. U Patrici Briggs najpierw ujawniły się światu wróżki itp. które zostały zamknięte w specjalnych rezerwatach...
I tak mogę podawać bez końca.
Są to drobne szczegóły, które jednak mają wpływ na całość.

Tytuły zamieszczam tutaj Toudi, nie wysyłam ich na PW, gdyż rozmowa toczy się na temat urban fantasy, a to są powieści urban fantasy.

Kelley Armstrong - The Women of the Otherworld Series.
Patricia Briggs - Mercy Thompson
Clive Barker - Księga Krwi
Jim Butcher - Dresden file
Vicki Pettersson - Zodiac
Laurell K. Hamilton - Anita Black Vampire Hunter
C.E. Murphy - Negotiator
Yasmine Galenorn - Changeling
Rachel Caine - Weather Warden Novel
Toudisław - 2008-09-03, 23:02
:
Liv napisał/a:
Jasne, że mogę ci podać tytuły,ale skoro nazwiska ci nic nie mówią to wątpię, żeby cykle pomogły xDDD

Mówią ;P Chodzi o to że np. Łukjanienko nie pisze tlko Urban Fantatsy :P a głównie SF
Liv napisał/a:
Skąd wiesz, że piszą niesztampowo skoro nie czytałeś?xDD Taka dygrysje ...

Część czytałem :P

Myślę, że w dużej mierze się zgadzamy tylko się jakoś nie potrafimy zrozumieć. ale bardzo dziękuje że tytuły i Autorów na pewno się rozglądnę. Ale jestem ograniczony do pozycji Wydawanych po polsku. Podobają mi się te wampirki
Liv - 2008-09-03, 23:03
:
Których autorów czytałeś?
Jeżeli chodzi o Łukjanienke to Patrole są dla mnie czystym urban fantasy.

Taaak - ty twierdzisz, że autorzy sami ograniczają swoją wyobraźnie, a ja że nie. Proste.
Toudisław - 2008-09-03, 23:10
:
Liv napisał/a:
Których autorów czytałeś?

Liv napisał/a:
Clive Barker
Liv napisał/a:
Sergei Łukanienko
Liv napisał/a:
Mike Carey

Łukjanienko i Barker to nie tylko UF ale też inne gatunki. Dlatego prosiłem o Tytuły co bym poszedł do konkretnej pozycji z UF a nie jakiegoś innego gatunku którym tez zajmuje się autor.
Liv napisał/a:
eżeli chodzi o Łukjanienke to Patrole są dla mnie czystym urban fantasy.

Zgadzam się z tobą w 100 % ;)
Liv napisał/a:
y twierdzisz, że autorzy sami ograniczają swoją wyobraźnie, a ja że nie. Proste.

Ja twierdze że Autorzy mogą to robić bo czasem tak prościej ;)

A co z Wydanych po Polsku polecasz?
Tigana - 2008-09-03, 23:17
:
Liv napisał/a:
Clive Barker - Księga Krwi

Dla mnie bardziej horror. I to dobry. To już prędzej "Sakrament" mógłbym uznać za urban fantasy. W "Księgach Krwi" nie ma magii, a tylko krew, pot i sperma :P

Toudisław napisał/a:
A co z Wydanych po Polsku polecasz?

"Gospoda pod upiorkiem" Stanisława Pagaczewskiego - klasyka.
Toudisław - 2008-09-03, 23:21
:
Tigana napisał/a:
To już prędzej "Sakrament" mógłbym uznać za urban fantasy.

Ja tutaj się nie zgodzę. Dal mnie nie ten klimat. Rozumiem opinie Tiga na ten temat bo faktycznie warunki są raczej spłonione ale jednak w "Sakramencie" brakuje mi klimatu miasta. Sakrament trydno mi zakwalifikować ale jakoś nie pasuje mi do UF.

Via Nostra Diaczenków zapowiada się na UF. Z wielką chęcią przeczytam jak mi tylko tarfi w łapki.

Tigana napisał/a:
Gospoda pod upiorkiem" Stanisława Pagaczewskiego - klasyka.

Dzięki rozejże się
Tigana - 2008-09-03, 23:25
:
Toudisław napisał/a:
Ja tutaj się nie zgodzę. Dal mnie nie ten klimat. Rozumiem opinie Tiga na ten temat bo faktycznie warunki są raczej spłonione ale jednak w "Sakramencie" brakuje mi klimatu miasta.

Chyba trochę zbyt dosłownie traktujesz określenie "urban" :mrgreen: :P Dla mnie UF to ksiażka, w której magia wkracza do zycia zwykłych, współczesnych ludzi - nawet na wsi. Ważnym czynnikiem jest sam klimat - horror ma za zadanie przestraszyć, niekiedy wzbudzić obrzydzenie - fantasy raczej oczarować.
Liv - 2008-09-04, 08:30
:
Z tym, że obecnie wiele powieści urban fantasy, pisanych jest w kryminalnych klimatach z całą masą makabrycznych opisów miejsc zbrodni.
Książki Patrici Briggs i cykl Harper Connelly pani Charlaine Harris zostaną (prawdopodobnie w tym roku) wydane przez Fabrykę Słów.
Jaskier - 2008-09-04, 10:51
:
Liv napisał/a:
Jim Butcher


Jeden z moich ulubionych autorów piszących urban fantasy.
Harry Dresden jest moim idolem:D

Ubolewam tylko nad tym że w Polszy Butcher nie zyskał zbyt dużej popularności , tak jak w Stanach, w związku z czym troche mozolnie i z dużym opóźnieniem wydaje się jego powieści.

Mieszanka Magii i współczesności podoba mi się, ale tylko w książkach.
Toudisław - 2008-09-06, 11:38
:
Tigana napisał/a:
Chyba trochę zbyt dosłownie traktujesz określenie "urban"

Pewnie tak. Ale ja lubię czuć klimat i smród miasta. Takie książki przykuwają moją szczególną uwagę. I najbardziej mi się kojarzą z gatunkiem
Liv napisał/a:
Książki Patrici Briggs i cykl Harper Connelly pani Charlaine Harris zostaną (prawdopodobnie w tym roku) wydane przez Fabrykę Słów.


Jak wydadzą, to się zastanowię. Ale muszę przyznać, że mnie zainteresowałaś nimi.
Jaskier napisał/a:
Mieszanka Magii i współczesności podoba mi się, ale tylko w książkach.

A w życiu to nie lubisz już magii? :mrgreen:
Tigana - 2008-09-06, 12:11
:
Toudisław napisał/a:
Pewnie tak. Ale ja lubię czuć klimat i smród miasta. Takie książki przykuwają moją szczególną uwagę. I najbardziej mi się kojarzą z gatunkiem

Jak tak bardzo lubisz smród miasta to się chwyć za Tima Powersa (trylogia "Ostatnia rozgrywka", "Data ważności", "Sejsmiczna pogoda"), "Veronicę" Nicholasa Christophera albo to
Jaskier - 2008-09-06, 18:20
:
Toudisław napisał/a:
A w życiu to nie lubisz już magii? :mrgreen:


Hehe, chodziło mi raczej o to, że nie lubie mieszanki Magii ze wspolczesnoscia w filmach.

A w życiu nie przyszło mi sie jeszcze nigdy spotkać z magią, niestety :p
Toudisław - 2008-09-06, 19:45
:
Tigana napisał/a:
albo to

Tym zainteresuje się na 100 %. Moskwa plus magia to to co Tygryski lubią najbardziej. Chyba coraz głębiej wejdę w klimat.
Jaskier napisał/a:
A w życiu nie przyszło mi sie jeszcze nigdy spotkać z magią, niestety :p

Jak Wisła wygrała za Barsa to się nie liczy O_o :?:

Jak na razie to Gaiman i Łukjanienko są dla mnie wzorem. Potrafią oddać klimat miasta
Jaskier - 2008-09-08, 16:07
:
Toudisław napisał/a:
Jak na razie to Gaiman i Łukjanienko są dla mnie wzorem. Potrafią oddać klimat miasta


Do Gaimana i Łukjanienki dorzuciłbym jeszcze Jima Butchera, który także wspaniale oddaje klimat miasta, szczególnie nocą.
Wiatr - 2008-09-14, 01:51
:
Postanowiłam dorzucić coś do listy z urban fantasy czego nie wymieniono wyżej
z tych co wyszły po polsku
Rycerz duchów i cieni Lackey Mercedes
i z wspomnianej wyżej Laurell K. Hamilton z cyklu o Anicie 3 książki
1. Grzeszne rozkosze
2.Uśmiechnięty Nieboszczyk
3.Cyrk potępieńców

po angl
Carrie Vaughn cykl o Kitty (która jest nawiasem mówiąc wilkołakiem)
Gilman Laura Anne cykl Retrievers
Frost Jeaniene cykl Night Huntress
Harrison Kim cykl Hollows
Thurman Rob cykl Nightlife
Karen Marie Moning cykl Fever
Black Jenna cykl Morgan Kingsley

Tak poza tym również ubolewam nad faktem że z 10 obecnie książek z cyklu o Dresdenie Jima Butchera w Polsce wyszło tylko 5. :-(
Liv - 2008-09-14, 08:50
:
Hamilton odradzam wszystkim - autorka nie dość, że w większości książek wplątuje swoje bohaterki w sytuacje teoretycznie bez wyjścia, z których oczywiście słaba, drobna kobieta wychodzi prawie, że przez szwanku (wszystko dzięki schowanej pod spódnicą, albo przyklejonej do pleców broni) to na dodatek sypia z większością męskich bohaterów - obojętnie czy jest to wampir, wilkołak, człowiek, nekromanta, goblin, troll etc. etc. ( często na oczach pozostałych kochanków) xDDD Erotyka w fantastyce mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie ... ale niektórzy powinni jej unikać.

Nigth Huntress czytałam jakieś czas temu. O ile pierwszy tom (jak to często bywa) był lekturą przyjemną, druga część mnie znużyła.
Wiatr - 2008-09-16, 18:22
:
Jeśli chodzi o Laurell K. Hamilton sprawy zaczynają się pogarszać po 6 tomie w którym Anita po raz pierwszy ląduje w czyimś łóżku. W tomie 10 robi się już tragicznie jest chyba więcej akcji łóżkowej niż tej normalnej i autorka ukazuje coraz większą tendencję zniżkową.
Jednak uważam że tomy 1-6 są świetne: pełne akcji, krwi i głównej bohaterki o usposobieniu berserkera która mimo filigranowej postury zabija wampiry na prawo i lewo.
To po prostu wciąąąga. A jeśli chodzi o stwierszenie że wychodzi bez szwanku...
to czemu ma imponującą kolekcję blizn i ląduje regularnie w szpitalu?
Liv - 2008-09-18, 22:25
:
Taaak ale po miesiącu jest już na nogach ;) |A po jej przejściach każdy normalny człowiek już dawno zostałby kaleką.
Tigana - 2008-12-22, 21:24
:
Wiatr napisał/a:
Jeśli chodzi o Laurell K. Hamilton sprawy zaczynają się pogarszać po 6 tomie w którym Anita po raz pierwszy ląduje w czyimś łóżku. W tomie 10 robi się już tragicznie jest chyba więcej akcji łóżkowej niż tej normalnej i autorka ukazuje coraz większą tendencję zniżkową.?

To wiele wyjaśnia XD Pamiętam, że jak czytałem "Cyrk potępieńców" to byłem mocno zdziwiony brakiem scen erotycznych, których podobno miało być na pęczki.
Przeczytałem pierwszy tom Briggs (drugi czeka w kolejce) - fajna książka, którą czyta się z przyjemnością. I bije na głowę cykl pani Huff - przynajmniej jeśli porównamy pierwsze tomy.
AM - 2008-12-24, 11:27
:
Tylko czy książki, o których rozprawiacie, to rzeczywiście urban fantasy?
Tigana - 2008-12-24, 11:44
:
AM napisał/a:
Tylko czy książki, o których rozprawiacie, to rzeczywiście urban fantasy?

Czuje że za moment wrócimy do punktu wyjścia tj dyskusji czym jest, a czym nie jest urban fantasy ;) :P
AM - 2008-12-24, 12:03
:
Tigana napisał/a:
Czuje że za moment wrócimy do punktu wyjścia tj dyskusji czym jest, a czym nie jest urban fantasy ;) :P


Bo większość tych rzeczy to dla mnie paranormal romance, a nie urban fantasy. I bynajmniej różnica nie leży w sztafażu, rekwizytach itp., ale zawartości "pierwiastka romantycznego"...
Tigana - 2008-12-24, 12:34
:
AM napisał/a:
Bo większość tych rzeczy to dla mnie paranormal romance, a nie urban fantasy. I bynajmniej różnica nie leży w sztafażu, rekwizytach itp., ale zawartości "pierwiastka romantycznego"...

Tu się mogę zgodzić. Zarówno u Briggs czy Huff kwestie damsko-męskie są mocno zaakcentowane i kręci się wokół nichwiększość wątków. Być może dlatego, że zarówno autorki, jak i główne postaci tych książek to kobiety //mysli <ależ to zabrzmiało seksistowsko :P >
AM - 2008-12-24, 13:11
:
Tigana napisał/a:
Tu się mogę zgodzić. Zarówno u Briggs czy Huff kwestie damsko-męskie są mocno zaakcentowane i kręci się wokół nichwiększość wątków. Być może dlatego, że zarówno autorki, jak i główne postaci tych książek to kobiety //mysli <ależ to zabrzmiało seksistowsko :P >


Myślę, że nie ma to wiele wspólnego z kobiecymi bohaterkami (choć na pewno jest nie bez znaczenia), tylko korzeniami literackimi. Paranormal romance to podgatunek romansu, który powstał dla określonej grupy czytelników (na pewno pod dużym wpływem popularności prozy Anne Rice czy serialu Buffy the Vampire Slayer), szukającej w literaturze przede wszystkim "pierwiastka romantycznego". Różnica poza klasycznymi romansami a tymi "nadprzyrodzonymi" jest tylko taka, że kochanków/kochanki z krwi i kości zastąpiły wilkołaki, vampiry, wiedźmy, zmiennokształtni, demony... Jednak w obu przypadkach chodzi o ten sam wabik i target. Wystarczy tylko przyjrzeć się szacie graficznej ;)

http://paranormalromance.org/pearl/2007pearls.php
Tigana - 2008-12-24, 13:31
:
AM napisał/a:
Wystarczy tylko przyjrzeć się szacie graficznej ;)






Dla mnie bomba - nieporównywalnie lepsze od naszych rodzimych potworków. Ciekawe jak użycie takich okładek wpłynęło by na sprzedaż książek :P
Liv - 2008-12-24, 15:27
:
Można określić je mianem paranolmal romanse, ale posiadają one również wszystkie cechy urban fantasy.

Oceniamy po okładkach :)



AM - 2008-12-24, 16:02
:
Liv napisał/a:
Można określić je mianem paranolmal romanse, ale posiadają one również wszystkie cechy urban fantasy.


Romanse również posiadają wszystkie cechy powieści obyczajowych, a jednak są romansami. Bo nie liczy się sztafaż i gadźetologia, miejsce akcji i realia, a cel jaki chce osiągnąć autor i potrzeby czytelnika, które chce zaspokoić. Jednym słowem wszystko rozbija się o proporcje. W najlepszych książkach urban fantasy na pierwszy plan wysuwa się kreacja świata, przetwarzanie pewnych archetypów literackich, chęć napisania czegoś nowego, zerwania ze spuścizną Tolkiena. W paranormal romance najważniejsze są perypetie bohaterów i "zdarzenia romantyczne" (to one zresztą sprawiają, iż ten gatunek jest tak popularny). Światy są zwykle z "metra cięte" i ich rola sprowadza się właściwie do zapewnienia jak najbardziej egzotycznych kochanek i kochanków, a także niesamowitych antagonistów. No cóż, dożyliśmy czasów, kiedy zwykli faceci przestają wystarczać ;) . Czytelniczki potrzebują wampirów, wilkołaków i demonów...
Shadowmage - 2008-12-24, 17:14
:
Albo fokołaki i dużą liczbę macek... tak mi się nasuwa po lekturze jednej powieści Hamilton :P
Taclem - 2008-12-29, 08:26
:
Ja też nie jestem zwolennikiem nadużywania terminu "urban fantasy". Zwłaszcza że większość autorów (autorek) definiuje swoją twórczość inaczej.
Liv - 2008-12-29, 08:33
:
Taaak, wystarczy że głównym bohaterem jest kobieta i już większość książek wyrzuca się do innego worka ...
AM - 2009-02-07, 19:40
:
Agenci usilnie namawiają mnie do kilku serii paranormali. Trzeba będzie chyba zamknąć UW i zacząć wydawać dochodowe książki ;) .
Toudisław - 2009-02-07, 20:57
:
Cytat:
Trzeba będzie chyba zamknąć UW i zacząć wydawać dochodowe książki ;) .

eej ejj bez takich no ... bo się obrażę
niech MAG zarabia na romansah z wampirami ale czemu kosztem UW ?
Maeg - 2009-02-07, 22:51
:
Cytat:
niech MAG zarabia na romansah z wampirami ale czemu kosztem UW

";)" Ta emotka to chyba odpowiedź na to pytanie. :P
salamandra - 2010-09-04, 15:34
:
"Akademia wampirów" i "w szponach mrozu" Richelle Mead też się zalicza do tego gatunku
ASX76 - 2010-09-06, 13:01
:
AM napisał/a:
Agenci usilnie namawiają mnie do kilku serii paranormali.

Trzeba będzie chyba zamknąć UW i zacząć wydawać dochodowe książki ;) .


1. Zastanawiam się nad stopniem (w)chłonięcia "paranormalowego" rynku. Czy on nie ma dna? ;)

2. Mam nadzieję, bo ostatnich pozycji z UW nie da się czytać. ;)