Zaginiona Biblioteka

Opowiadania - Martva w szortach

martva - 2008-12-27, 23:16
: Temat postu: Martva w szortach
Uprzedzam, jak ktoś zagląda na forum SFFH bądź NF, to pewnie już to czytał, więc może sobie odpuścić.

Pokaże dwie moje miniaturki, jedyne które napisałam. Kolejne powstanie prawdopodobnie w 2017.
Tekst numer jeden został popełniony przez Martvą jeszcze niepełnoletnią, depresyjną, zalęknioną, trzaskającą drzwiami, wybiegającą z histerią i w ogóle emo jak się patrzy, szkoda że wtedy nie funkcjonowało to pojęcie. Leżał sobie w zeszycie i czekał, cudem nie został wywalony razem z bardzo kiepskimi licealnymi wierszami. Odświeżyłam, bo znajomi nalegali, a ja nabrałam nieco dystansu do siebie. Wklepując go, poprawiłam pół zdania i ze dwa przecinki, reszta została jak była. Tak, jest patosisty.
Tekst numer dwa napisałam na forumowy konkurs shortowy o nieco chorym temacie 'Wszechświat to ja'. Pomysł dojrzewał mi w głowie od jakichś trzech lat. Napisałam go w dwadzieścia minut, a potem poświęciłam dwie godziny na poprawki i jest mniej więcej dobrze. Chyba.
Tak sobie wrzucę, bo a nuż ktoś mi podsunie jakąś konstruktywną uwagę, za dziewięć lat będzie jak znalazł ;)
No to jedźmy.

Wiatr
Wiatr wiał już od dwóch dni, jednak dziewczyna zauważyła to dopiero kilka godzin temu. Siedziała teraz przy oknie, niemal przytykając nos do szyby, zafascynowana spoglądała na potężne drzewa w ogrodzie, prawie przyginane do ziemi przez szalejące masy powietrza.
Wieczorem, gdy leżała w łóżku, słyszała szum i świst wiatru w szparach nieuszczelnionych ram okiennych.
Nie spała całą noc. Nasłuchiwała. W południe, gdy wielki dom był pusty, znała już język wichru, rozumiała to, co chciał jej przekazać.
Rodzina nieco się niepokoiła jej milczeniem, dziewczyna jednak nie przejmowała się tym specjalnie. Z wypiekami na twarzy, nieruchoma, wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w drzewa targane coraz silniejszymi podmuchami. Przestała zwracać uwagę na otoczenie, nie jadła, nie piła, nie spała. Nie odczuwała jednak zmęczenia. Słuchała.
Kilka dni później została sama. Przy szarym świetle pochmurnego poranka wstała i rozejrzała się nieprzytomnie. Zeszła w dół długimi, kręconymi schodami. Otworzył przed nią drzwi - wyszła z domu.
Wspinając się na pobliskie wzgórze czuła na twarzy jego dotyk, tak łagodny, a zdolny wyrywać drzewa z korzeniami. Bawił się jej włosami, powiewną sukienką; szeptał do ucha czułe słówka. Pierwszy raz ktoś tak do niej mówił, śpiewał specjalnie dla niej swą odwieczną pieśń. Pierwszy raz ktoś dotykał jej w ten sposób. I dziewczyna poczuła się szczęśliwa, i śmiała się, a jej śmiech było słychać daleko, daleko za wzgórzem.
Następnego dnia wiatr odszedł, a rodzina zaginionej wszczęła poszukiwania. Nigdy jej jednak nie odnaleziono.
Tylko czasem ludziom z okolicznych wsi wydawało się że słyszą jej śmiech, a przerażeni pijacy opowiadali klnąc się na wszystkie świętości że widzieli ją, przelatującą nad polami, kiedy powracał wiatr.
Ale kto wierzyłby starym pijakom?
Kraków, 7.02.1999


Kroki
Wysiada z autobusu. Ostrożnie, tak by nie dotknąć stopą szpary między płytami chodnikowymi. Robi kilka niepewnych kroków, przepychając się przez tłum na przystanku, potem znajduje odpowiedni rytm: długi – krótki - krótki - długi. Wtedy przyspiesza. Stukot obcasów niesie się wśród starych kamienic. Noski butów są okrągłe, bardziej spiczaste mogłyby zawadzać o szczeliny. Idzie szybko. Garbi się lekko, w skupieniu patrzy pod nogi. Zwalnia przed przejściem dla pieszych, czerwone światło – zastyga w pół kroku, zielone – wyrywa się do przodu. Omija starannie pasy białej farby, stąpa po czerni asfaltu, długi krok – krótki – długi, dociera na drugą stronę ulicy, nawierzchnia z drobnej kostki, zamiera na chwilę, kolejny przechodzień wpada na nią z tyłu. Nie rusza się z miejsca. Przez chwilę stoi, opływana przez rzekę ludzi. Dostrzega krawężnik, niski a szeroki, wykonuje ni to skok, ni sus, ląduje rozpaczliwie. Łapie równowagę. Idzie - rytmicznie, szybko, stawiając stopę za stopą, nie patrzy przed siebie. Wpada na kogoś, zsuwa się na trotuar, mężczyzna z bagietką wystającą z papierowej torby przeprasza, nie zwraca na niego uwagi - z wyrazem skrajnego przerażenia na twarzy wpatruje się w chodnik. Zastyga na kilka sekund. Lewy but stoi na linii między płytkami, ale nic się nie dzieje, oddycha z ulgą, widać to jeszcze nie czas, mieliśmy szczęście, ciekawe czy inni je mieli? Podejmuje wędrówkę lawirując po płytach. Prawie wbiega na parking z gładkiego, czarnego asfaltu, potem jeszcze schody wyłożone dużymi kamiennymi taflami. Otwiera drzwi. Wchodzi do budynku, zeskakuje z wycieraczki; wita ją uśmiech portiera i beżowe linoleum na podłodze. Odwzajemnia uśmiech.
Znów się udało.
Wszechświat jest ocalony.
Przynajmniej do 16.00.
Kraków, 30.11.2008
Fidel-F2 - 2008-12-28, 06:55
:
ot, kokietka
Jachu - 2008-12-28, 10:57
:
Z obu opowiadań najbardziej podoba mi się WIATR. Jest bardziej klimatyczne, ma w sobie taki nastrój grozy. Coś w sobie ma. Ale też mam wrażenie, że można by wokół tego shorta stworzyć jakieś dłuższe opowiadanko. Ale to taka mała sugestia.

KROKI o wiele mniej dają się podobać. Coś mi w tym opowiadaniu nie pasuje. Niby słowa dobierane poprawnie, ale jakby czegoś brakowało, albo jakby coś nie grało. Nie umiem powiedzieć co, nie jestem krytykiem literackim. W każdym razie myślę, że można by nad nim troszkę posiedzieć... Ale ja się nie znam, więc moje uwagi niekoniecznie musisz brać pod rozwagę.

Niemniej, pisz i to częściej, abyśmy nie musieli na następny tekst czekać do 2017 roku :mrgreen:
martva - 2008-12-28, 11:08
:
Fidel-F2, pfff!
Martinus Jachus, jesteś chyba pierwszą osobą która woli 'Wiatr'. 'Kroki' jakoś bardziej się podobają. Przyznaję, dziwne toto jest i budzi we mnie mieszane uczucia. Może Ci nie grać na przykład rytm i bardzo nierówne zdania, ale to tak specjalnie (spróbuj przejść kawałek w ten sposób idąc równo).
Jachu - 2008-12-28, 11:15
:
martva napisał/a:
Martinus Jachus, jesteś chyba pierwszą osobą która woli 'Wiatr'.
Dlatego też w mojej poprzedniej wypowiedzi zaznaczyłem fakt, że ja się nie znam i moich uwag nie musisz brać pod rozwagę. Mam dość specyficzne gusta w kwestiach literatury i jakoś ciągnie mnie w stronę grozy, a jakieś elementy tego gatunku (moim zdaniem) ma opowiadanie "Wiatr". Ale to takie subiektywne zdanie. Niemniej, pisz dalej i nie czekaj do 2017 roku :mrgreen:
Beata - 2008-12-28, 11:24
:
Oba mi się podobają, a najbardziej to, że sugerujesz istnienie drugiej warstwy, czegoś jeszcze, ukrytego za podstawową płaszczyzną słów. Zmuszają do myślenia.

Ale nie ma tak, żeby całkiem bez uwag było ;) . W "Krokach" znajduje się taki passus: "mieliśmy szczęście". Cała narracja w 3 os. l.poj., a tu nagle "my"?
martva - 2008-12-28, 11:32
:
Martinus Jachus napisał/a:
że ja się nie znam i moich uwag nie musisz brać pod rozwagę


E tam, kto się zna? Jestem ciekawa opinii różnych osób :-)

Martinus Jachus napisał/a:
Niemniej, pisz dalej i nie czekaj do 2017 roku :mrgreen:


Ciężko będzie ;)

Beata napisał/a:
W "Krokach" znajduje się taki passus: "mieliśmy szczęście". Cała narracja w 3 os. l.poj., a tu nagle "my"?


My - świat. W pierwotnej wersji 'my' było bardziej uzasadnione, ale mi dłużyzny wyszły, więc zrezygnowałam z tamtej idei.
merula - 2008-12-29, 10:18
:
mnie się też bardziej podoba "Wiatr".

nie pisałam tego wcześniej, bo nie chciało mi się dołączać do achów i ochów, jakiś taki opór miałam. tym bardziej, ze "Kroki" były na zadany temat, więc to też trochę determinuje tekst.
w pierwszym szorcie jest historia, ma klimat. taki jakiś miękki jest. lubię takie historie.
martva - 2008-12-29, 11:06
:
O rany, kogo ja widzę ;)
W sumie gdyby nie konkurs, napisałabym tego szorta później i może trochę inaczej. A może i wcale. Ale ideę niszczenia światów w ten sposób miałam w głowie od naprawdę dawna.
Kurczę, nie jestem w stanie czytać 'Wiatru' bez rumieńca zażenowania. Mam wrażenie że to jednak jest przeładowane patosem i nastrojem. Może za bardzo mi się z liceum kojarzy i mną z czasów liceum. Fakt że 'Kroki' są zupełnie inne, minimalistyczne i obdarte z wszelkich ozdobników, bo treść miała się liczyć bardziej od stylu :-)
You Know My Name - 2008-12-31, 00:10
:
Martva w Shortach, dobrze, że nie Die Toten Hosen.
Oczywiście Wiatr jest bardziej pociągający, Kroki to codzienność (moja, Twoja, ich), bo każdy ma swoje manie prześladowcze.
Lady_Aribeth - 2008-12-31, 01:35
:
Hm hm, przeczytałam oba szorty i jakoś tak mam trochę mieszane uczucia.

Spodobały mi się "Kroki", sama często spacerując bawię się w omijanie szczelin między płytami chodnikowymi, pasów na jezdni, itp., przez co bohaterka jest jakaś taka mi bliższa xD. Ale tekst choć króciutki, to ciężko mi się go czytało Oo. Ale puenta mi to wynagrodziła ; d.
Co do "Wiatru" - ciekawa historia, ale jak dla mnie potraktowana trochę za lakonicznie (nawet jak na szorta ;) ). Nie mówię, że miałabyś z tego zrobić potężne opowiadanie na 100 stron czy więcej, bardziej mi chodzi o takie dopieszczenie tematu, bo teraz to wygląda jak zarys pomysłu, a nie tekst właściwy (ale w sumie rozumiem to, z moimi szortami nierzadko jest podobnie xD).

Generalnie pomysły bardzo ciekawe, ale fajnie by było je jeszcze trochę doszlifować od strony technicznej, "dopieścić" (teksty to lubią ;) ).
martva - 2009-04-25, 15:32
:
Lady_Aribeth napisał/a:
Generalnie pomysły bardzo ciekawe, ale fajnie by było je jeszcze trochę doszlifować od strony technicznej, "dopieścić" (teksty to lubią ;) ).


Zupełnie, ale to zupełnie nie umiem dopieszczać tekstów.
Ba, nawet nie lubię ich czytać po napisaniu. Noszę pomysł w głowie, dojrzewa sobie spokojnie a potem siup - piszę i jest. I zawsze mi się wydaje żenująco słaby, ale to pewnie normalne.

Nie doczekałam do 2017, napisałam dwa kolejne teksty na konkurs, wrzucę tu sobie ten lepszy :-)


Przed świtem
W pokoju pachnie różami.
Kwiaty stoją w wazonie koło łóżka, gubiąc płatki na pościel – jedwabną, lśniącą złotem i oranżem, nieco zmiętą. Nic dziwnego, to była ciężka noc. A w każdym razie... intensywna. Sama myśl o tym przywołuje uśmiech na moją twarz.
Wysuwam się spod kołdry, przez chwilę patrzę na leżącą obok kobietę: jasne loki rozrzucone na poduszce, długie rzęsy rzucają cień na policzki. Oddycha spokojnie, pogrążona w głębokim śnie.
Przeciągam się, podchodzę do okna, otwieram je szerzej. Wdycham świeże, rześkie powietrze, spoglądam
w ciemność spowijającą ogród. Ptaki jeszcze się nie obudziły, ciszę zakłóca tylko cykanie świerszcza, widać znalazł się jakiś nadgorliwiec – większość jego pobratymców ucichła przed północą.
Wracam do łóżka, przysiadam na brzegu. Delikatnie muskam ramię śpiącej.
- Hej, czas wstawać! – mówię wesoło. Z jękiem przewraca się na brzuch, przykrywa głowę poduszką.
- Nie chcę – mruczy niewyraźnie w prześcieradło.
- Przecież wiesz, że trzeba... – tłumaczę – nie zdążysz do pracy.
- Poradzą sobie beze mnie – mamrocze.
- No już, bądź dzielną dziewczynką – przekonuję, podnosząc poduszkę i odkładając ją na bok- jesteś niezastąpiona, musisz się zjawić przed szefem i otworzyć mu.
Błękitne oko patrzy na mnie nieprzyjaźnie znad zgiętego łokcia, zasłaniającego resztę twarzy.
- Myślę, że mój brat mi wybaczy nieobecność raz na jakiś... - Zdecydowanym ruchem ściągam z niej kołdrę. Parska jak rozzłoszczona kotka, a potem przewraca się na plecy i przeciąga się zmysłowo, patrząc mi w oczy.
-... czas. Prawda?
Jej ciało jest doskonałe. Aksamitna skóra lśni w migotliwym blasku świecy; kusi mnie żeby wyciągnąć dłoń i poczuć gładkość pod palcami. Powstrzymuję się ostatkiem sił.
- No chodź do mnie, chociaż na chwilę... – Lubieżnie przesuwa językiem po górnej wardze.– Nie chcesz...?
- Później, piękna. Im szybciej pójdziesz, tym szybciej wrócisz, prawda? I będziemy mieli mnóstwo czasu dla siebie – wykrztuszam przez ściśnięte gardło. Nagle robi mi się gorąco.
Widzę w jej oczach zawód, potem gniew. Wstaje, wychodzi z pokoju demonstracyjnie wolno, kołysząc biodrami, żebym dokładnie widział, co straciłem. Wiem o tym aż za dobrze. Kolejny raz żałuję mojej stanowczości... Nadal siedzę na łóżku, kiedy po chwili wraca, odświeżona i rześka, gotowa do wyjścia. Ma na sobie bezwstydnie krótką tunikę w kolorze szafranu, a rzemienie sandałów oplatają długie nogi aż do kolan. Wstaję, żeby przytulić ją na pożegnanie. Jej loki, nadal w nieładzie, łaskoczą mnie w nos. Odsuwa się, patrzy mi w oczy.
- Wróć do mnie szybko, moja bogini – mówię z przesadną atencją.
- Wrócę, a wtedy się policzymy, śmiertelniku – parska, wydyma wargi w grymasie złości. Udawanej złości, oboje dobrze o tym wiemy. W błękitnych oczach odbija się mój uśmiech.
Chwytam jej dłoń, z galanterią całuję różane palce.
- Będę czekał, Eos.
martva - 2012-08-21, 18:26
:
Dawno mnie tu nie było, a tu zgarnęłam nagrodę. Znaczy uwierzę że zgarnęłam jak ją zobaczę ;)
Sabetha - 2012-08-21, 18:29
:
Gratuluję! //piwo
Romulus - 2012-08-21, 18:41
:
No i soft (hard?) porno do poduszki w nagrodę, na ładnym czytniku :)
wred - 2012-08-21, 22:59
:
:) Gratulacje, fajne opowiadanko :)
martva - 2012-08-24, 08:50
:
Dzięki :-) Kurier właśnie przyniósł czytnik, ale boję się go rozpakować. Znaczy czytnik, nie kuriera :P
Jachu - 2012-08-24, 09:17
:
Gratuluję martva. Fajne opowiadanie, ciekawy klimat i dobry język. Przyjemnie się czyta i budzi ochotę na więcej :)